^ Back to Top

Szkoła w starej fotografii


 

Nowelotko w Zaborówcu – rok 1935

   Wszystkie dzieci wiedzą, że gdy w sobotni wieczór palimy śmiercichę, to niedzielny poranek zaczyna się nowymlotkiem. Tradycja ta znana od wielu lat, pielęgnowana jest do dziś. A jak obrzęd ten wyglądał przed II wojną światową w Zaborówcu? Poniższy tekst pochodzi z kroniki szkolnej, spisany został 30 marca 1935r. przez kierownika nauczyciela Pana Józefa Stępczaka:

   „Na drugi dzień („niedziela śmiertna”, śródpostna) wczesnym rankiem zbierają się gromady dzieci odświętnie ubranych, które trzymając w jednej ręce koszyczek, a w drugiej tzw. „nowelotko”, ruszają z nim na wieś. „Nowelotko” to nic innego, jak choina sosnowa, przybrana w kolorowe słońca, paski, wstążki, paciorki itp. (fotografia). Z „nowelotkami” odwiedzają dzieci jeden dom po drugim, śpiewając wszędzie następujące pieśni:

Najpierw „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus”.

Potem nucą gospodarzom:

W tym tu domu jest tu woda.

Jest tu pani, jak jagoda.

Zielony gaj, koszyczek jaj.

      W tym tu domu jest tu olszyna.

      Ma pan gospodarz ładnego syna.

      Zielony gaj, koszyczek jaj.

W tym tu domu są tu wiórki.

Ma pan gospodarz ładne córki.

Zielony gaj, koszyczek jaj.

      W tym tu domu są tu ryczki.

      Ma pan gospodarz ładne byczki.

      Zielony gaj, koszyczek jaj.

W tym tu domu jest tu kamień,

bo gospodarz siada na nim.

Talary rachuje, jednego daruje.

Zielony gaj, koszyczek jaj.

      Postawiemy nowelotko w sieni,

      Pani gospodyni!

      Żeli chcecie oglądować,

      To musicie coś darować.

      Zielony gaj, koszyczek jaj.

 

Na zakończenie śpiewają:

Dejcie, dejcie, żeli wodą mocie,

Bo nie mogemy się długo bawić,

Bo muszemy dość sprawić.

Zielony gaj, koszyczek jaj.

   Teraz gospodynie obdarowują rozśpiewanych gości różnemi darami, zależnie od stopnia pokrewieństwa i znajomości. Do koszyczków wędrują jajka, „kręcajki” (ciastka w kształcie 8), cukierki itp. Wśród radości i ogólnego wesela dzieci wędrują dalej, żegnając miłych gospodarzy staropolskim „Ostącie z Bogiem!”

Źródło: Kronika Szkoły w Zaborówcu (1905-1939), opracowanie Ewelina Gąda

fot4a


Palenie „śmiercichy” w Zaborówcu – rok 1935

   Zwyczaj palenia śmiercichy jest znany do dnia dzisiejszego w naszej gminie. W kronice szkolnej szkoły w Zaborówcu również znalazł się wpis o tym wydarzeniu. Oto relacja spisana przez Pana Józefa Stępczaka nauczyciela kierownika oraz zdjęcia z roku 1935:

„W Zaborówcu dochował się do dnia dzisiejszego piękny i ciekawy zwyczaj palenia tzw. „śmiercichy”, tzn. bałwana zrobionego ze słomy i gałęzi jałowca, obwiązanych dokoła długiego drąga sosnowego. Zwyczaj ten, pochodzący prawdopodobnie z czasów pogańskich i związany z pewnemi obrzędami, nie mającemi miejsca w najbliższej okolicy, pielęgnowany jest przez młodzież tutejszą z roku na rok. Palenie „śmiercichy” odbywa się corocznie w sobotę, zwaną przez miejscowy lud „sobotą śmiertną (w br. 30/III.35), poprzedzającą „niedzielę śmiertną” tj. śródpostną, w którą znów dzieci chodzą po wsi z „nowelotkami”. Fotografia pierwsza przedstawia nam chłopców przy budowie „śmiercichy”, która odbywa się wśród ogólnej uciechy i głośnych okrzyków. Dzieje się to wszystko, naturalnie, za jasnego nieba, po południu we wspomnianą wyżej sobotę. Gdy „śmiercicha” jest już gotowa wtenczas wbijają jej w „Łeb” krzyż drewniany z napisem „Marzanna” (bogini śmierci), dawniej podobno nie używanym, a pod kadłub, długi nieraz wraz z ogonem przeszło 8m, podkładają kilka kołków do niesienia bałwana.

Gdy zapadnie zmierzch, a z kapliczki przydrożnej odezwie się dzwonek na wieczorne „Anioł Pański”, wtenczas chłopcy wraz ze starszymi chłopakami ujmują w swe ręce kołki, na których spoczywa „śmiercicha” i w towarzystwie rozradowanej gromady dzieci i starszych ruszają na wieś, wyśpiewując donośnie i bez ustanku hasło: „Śmiercicha ze wsi, nowe lotko do wsi!” Bałwanowi asystują z przodu i po bokach chłopcy, niosący dziwaczne „pochodnie” z gałęzi jałowca i słomy. Pochód taki przedstawia nam fotografia 2-ga i 3-cia, która znów uwidacznia nam przybycie pochodu ze „śmiercichą” nad staw (najpierw „pański”, potem „wiejski”). Tutaj odbywa się „pojenie” śmiercichy i jej „pożałowanie” przez głośne i przeciągłe, a głębokie wzdychnięcie: „ooo...”.  Po odwiedzeniu obu miejscowych stawów i obejściu wsi, pochód wśród zupełnych prawie ciemności rusza za wieś, kierując swe kroki przeważnie w stronę wzgórka zwanego „Kapuśniakiem”. Po drodze zapala się pochodnie, które rozświetlając całość, dają obraz niesamowity. Po przybyciu na miejsce „egzekucji”, postawia się „śmiercichę” pionowo, ogonem do góry, podpiera kołkami i zapala. Powstaje teraz wspaniały słup ognia (fotografia 4-ta, niezbyt udana), oświetlający całą okolicę, a za nim wykwitają na horyzoncie ognie, rozpalone w bliższych i dalszych wioskach. Równocześnie dokoła palącego się bałwana przebiegają z rozpalonymi żagwiami chłopcy, uganiając przede wszystkiem i strasząc ogniem dziewczęta. Po spaleniu się „śmiercichy”, wśród głośnego gwaru, rozchodzą się wszyscy do swych domów.” 

Źródło: Kronika Szkoły w Zaborówcu (1905-1939), opracowanie Ewelina Gąda

 1234


Z kart kroniki szkoły w Zaborówcu cz. 3

Kolejna odsłona historii zapisanej na kartach kroniki szkoły w Zaborówcu przedstawia nam treści związane z zakończeniem roku szkolnego 1933/1934:

„Dnia 15 czerwca 1934r. nastąpiło uroczyste zakończenie roku szkolnego 1933/34, na które złożyło się przemówienie, śpiewy i deklaracje dzieci szklonych, rozdanie świadectw i wspólna fotografia całej szkoły, jak również zdjęcie fotograficzne oddz. III-go i IV-go podczas pracy w klasie. Mury szkolne opuściło 7-mioro dzieci, podczas gdy nowych dzieci (rocznik 1927) na  r. szk. 1934/35 przyjęto w dniu zapisu (11/IV 1934) – 6-cioro.

Frekwencja w dniu 15 czerwca 1934 przedstawia się następująco:

Liczba dzieci ogółem 52 (dziewcząt 27, chłopców 25).

oddz. IV

dziewcząt 6

chłopców 5

razem dzieci 11

oddz. III

dziewcząt 8

chłopców 11

razem dzieci 19

oddz. II

dziewcząt 7

chłopców 3

razem dzieci 10

oddz. I

dziewcząt 6

chłopców 6

razem dzieci 12

Ogólny ruch uczniów w r. szk. 1933/34 był następujący: stan w dniu 15 września 1933 – 53 uczniów, w ciągu okresu od dnia 15/IX.33 do dnia 15/IV.34 przybyło 3 uczniów; ubyło z powodu wyprowadzenia się 4 uczniów; stan w dniu 15/IV.34 – 52 dzieci.

Wakacje letnie trwają od dnia 16 czerwca 1934r. włącznie do dnia 19 sierpnia 1934r. włącznie.”

Kierownikiem szkoły i nauczycielem w tym okresie był Pan Józef Stępczak.

Źródło: Kronika Szkoły w Zaborówcu (1905-1939), opracowanie Ewelina Gąda

 naukawklasiegrupowe

 


Z kart kroniki szkoły w Zaborówcu cz. 2

   Karty kroniki szkoły w Zaborówcu skrywają wiele ciekawych informacji dotyczących życia nie tylko szkoły i uczniów ale również społeczności wiejskiej Zaborówca. Pod datą 26 grudnia 1932r. przeczytać możemy:

   „W drugie święto Bożego Narodzenia dzieci szkolne wespół z członkami tutejszego Koła Śpiewu „Lutnia” urządziły przedstawienie gwiazdkowe wystawiając sztukę w jednym obrazie p.t. „Gąski sierotki Marysi” według Marii Konopnickiej. Dzieci wystąpiły w strojach łowieckich, budząc tem ogólny zachwyt, a wykonaniem ról sprawiły zadowolenie widzom, jak i również rodzicom i szkole. Członkowie miejscowego Koła Śpiewu „Lutnia” wystawili w tym samym dniu dwie sztuki: „Bez ten święty opłatek” i „Prządka pod krzyżem”. Sala wypełniona była po brzegi nie tylko publicznością miejscową, ale i zamiejscową.”

   Fotografia przedstawia młodocianych aktorów wraz z kierownikiem szkoły - nauczycielem Panem Józefem Stępczakiem.

Źródło: Kronika Szkoły w Zaborówcu (1905-1939), opracowanie Ewelina Gąda

 mlodociani aktorzy


Z kart kroniki szkoły w Zaborówcu

   Kronika szkoły w Zaborówcu obejmuje lata 1905 – 1939. Zapiski  z lat 1905 – 1918 są w języku niemieckim, rozpoczynają się datą 20 września 1905 r. Pierwszy wpis w języku polskim pojawił się w czerwcu 1919 r. oto jego treść:
  „W czerwcu, roku 1919.
Co za przewrót w świecie się dokonał, w tem świadczy książka niniejsza. Na poprzedniej karcie jeszcze pismo niemieckie, a tu na tej stronie język polski wszedł w swoje odwieczne prawa. Czasy się zmieniają!
Gdy w październiku 1918 r. pycha i buta niemiecka doznała sromotnego zawodu, a potem 9 listopada wybuchła w Niemczech rewolucja i położyła kres morderczej wojnie, wtedy żywszem tętnem zaczyły bić serca polskie, bo świat dowiedział się z orędzia Wilsona, iż krzywda popełniona na Polsce ma być naprawiona, i Polska ma powstać na nowo do życia samodzielnego, niezależnego. To też każdy, kto miał serce polskie, spieszył czem prędzej, aby stanąć na ziemi polskiej.
Zdarzało się, iż bez wielkich wysiłków obejmiemy dziedzictwo nasze, lecz kto tak myślał, omylił się srodze. Ta wolność złota nie taka tania. Wszystko wskazywało na to, iż naród będzie musiał ją drogo, bo krwią swoją odkupić.
Niemiec choć pobity, nie miał wcale zamiaru grabieży swej wydać. Przeciwnie! Gdy po pierwszem ogłuszeniu przyszedł znów do przytomności, zaczął ziemie te, którą miał oddać, obsadzać rozmaitym „Grene – i Haimatschulzem”. Była to zbieranina najrozmaitszych elementów. Długo znosili Polacy wszelkie prowokacje tego rozpętanego żołdactwa.  Gdy jednak 27 grudnia z powodu przyjazdu p. Paderewskiego do Poznania żołdactwo niemieckie zaczepiło przedstawicieli koalicji, zrywając i niszcząc sztandary polskie i koalicyjne, wtenczas przebrała się miara polskiej cierpliwości, i spowodowani urągającą prowokacją Polacy chwycili za broń, wypędzili Niemców z Poznania i stali się panami sytuacji. Za przykładem Poznania poszło całe W. Ks. Poznańskie z wyjątkiem kresów, gdzie Niemcy mieli przewagę. Zaborowianie, nie chcąc czekać, aż by tu „Greneschultz” przybył i wieś obsadził lub obrabował, uzbroili się 11 stycznia 1909 roku. Wszystko, co tylko mogło bronią władać, stanęło ochotnie pod broń, i tak stojeliśmy wiernie na straży aż do 4 lutego. W tym czasie zorganizowano regularne wojsko polskie, i 4 lutego przybył na Zaborowo oddział wojska polskiego. Ci młodzi z tutejszej straży przystąpili też zaraz do Komp. i śmielej już teraz Zaborowo patrzy w przyszłość.
Od października 1918 r. dzieci już nie chodziły do szkoły z powodu choroby nauczyciela i żony jego. Gdy w styczniu 1919 r. miały zacząć do szkoły chodzić, wybuchła właśnie ta zawierucha, a nauczyciel tutejszy, zostawiwszy wszystko, uciekł wraz z rodziną. I znów dzieci musiały siedzieć w domu. Ponieważ szkoła była prawna, urządziło wojsko w niej strażnice. Czas mijał dość szybko i spokojnie, oprócz mniejszych odwiedzin patrolek do większych utarczek tu nie przyszło.
Ja sam pełniłem najprzód służbę tu w Zaborowie, potem w Kaszczorze. Na końcu maja  zostałem, mając lat 30, z wojska zwolniony. Przybywszy tu do domu, poprosiła mnie gmina abym się zajął tutejszą dziatwą opuszczoną. Za zgodą gminy i inspektora szkolnego, pana Maćkowiaka z Włoszakowic podjąłem się tej pracy. W tej myśli, iż przysłużę się dobrej sprawie, a sam będę miał sposobność dalej się kształcić. Po opuszczeniu szkoły przez wojsko, zacząłem naukę dnia 2 czerwca 1919. Dzieci z wielką ochotą chodzą teraz do szkoły.”
   Niestety nie jest znany autor powyższego tekstu, ale sposób w jaki strony kroniki zostały zapisane wprawiają w prawdziwy zachwyt.

Źródło: Kronika Szkoły w Zaborówcu (1905-1939), opracowanie Ewelina Gąda

 

010203


Wspomnienie Orkiestry Mandolinowej

   Orkiestra Mandolinowa działała przy Zbiorczej Szkole Podstawowej Wijewo-Brenno.  1 października 1976r. Młodzieżowy Dom Kultury w Lesznie zawarł umowę o prowadzenie orkiestry z instruktorem-nauczycielem, Panem Bronisławem Skrzyńskim, który zajął się wszystkim: kupnem instrumentów, organizacją i prowadzeniem zajęć.  We wrześniu zorganizowano zebranie rodziców, zgłoszono 35 chętnych dzieci z klas od II do VI. Później dołączyło jeszcze 10 uczniów z klas starszych. Praca z orkiestrą rozpoczęła się 26 października. Początki były bardzo trudne.  Zajęcia odbywały się we wtorki i piątki, trwały od 3 do 4 godzin. Na pierwszych lekcjach poznawano budowę instrumentów, metody gry i zapisy nutowe. Orkiestra liczyła 45 osób podzielonych na pięć grup: dzwonki chromatyczne, akordeony, gitary, banja tenorowe oraz mandoliny i mandole. Zapał dzieci był ogromny, a postępy dodawały skrzydeł do dalszej pracy. Część młodzieży wyjechała na zimowisko do Przyjezierza, gdzie przygotowywano kolejne utwory. Po wielu tygodniach ćwiczeń orkiestra zaczęła koncertować. Pierwszy występ odbył się w drugiej połowie lutego 1977r. w Lesznie. Był to koncert galowy pod nazwą: „Dla miasta Leszna i województwa Leszna”.  Wystąpiła orkiestra mandolinowa oraz chór szkolny, a także młodzież ze szkół we Włoszakowicach, Bukówcu Górnym oraz Jezierzycach Kościelnych. Debiut  orkiestry był wielkim sukcesem. W roku szkolnym 1976/1977 orkiestra dała łącznie 12 koncertów w rożnych miejscowościach. W lipcu 1977r. wszyscy członkowie orkiestry wyjechali na obóz szkoleniowy do Skulska, zorganizowanego przez Młodzieżowy Dom kultury w Lesznie. Tam pracowano nad nowym repertuarem.  Uwieńczeniem pracy był podsumowujący „koncert na trawie”. Mimo trudów organizacyjnych w roku szkolnym 1977/1978 orkiestra istniała nadal. Równolegle ćwiczył wyłoniony mały zespół kameralny, w którego skład wchodziło 6 osób z chóru oraz 4 instrumentalistów. Orkiestra wraz z zespołem oraz chór szkolny dawała kolejne koncerty: w Brennie, Wijewie, Potrzebowie, Włoszakowicach, Boszkowie i Lesznie.  Zaczął się kolejny rok szkolny, skład orkiestry zostaje zmniejszony o 10 osób, które ukończyły szkołę podstawową. 10 września 1978r. orkiestra wraz z zespołem uczestniczy w uroczystości nadania sztandaru Ochotniczej Straży Pożarnej w Brennie. Występy młodzieży bardzo spodobały się publiczności. I znów z różnych okazji koncertowano w pobliskich miejscowościach. W roku szkolnym 1979/1980 orkiestra w składzie 26 osób spotkała się zaledwie kilka razy, aby przygotować się do występów. W sumie odbyły się 3 koncerty. 6 maja 1980r. orkiestra została rozwiązana. Do repertuaru orkiestry należały utwory takie jak: piosenka ” Po cóż ciągle w szkole siedzieć’, rosyjska „Duma”, „Kalinka”, „Piosenka o Neapolu”, „Wesele”, „Nie lękaj się”, wiązanka „Kujawiak”, „Pożegnanie”, „Piosenko ma”, „Poemat” Fibicha, „Fale Dunaju”, „Uralska jarzębina”, „Serenada” Schuberta oraz polonez M. K. Ogińskiego „Pożegnanie Ojczyzny”. Do dnia dzisiejszego pozostała kronika Orkiestry Mandolinowej, prowadzona ówcześnie przez Pana Bronisława Skrzyńskiego oraz wiele wspomnień ze wspólnego koncertowania.

Informacje i fotografie pochodzą z Kroniki Orkiestry Mandolinowej (1976-1980) - opracowanie Ewelina Gąda.

123456789101111a121314


151617181920212223242526272829